
"Chorowali z powodu swego występnego życia i cierpieli z powodu swych win. Wszelki pokarm obrzydł im i bliscy już byli bram śmierci. Wołali do Pana w swej niedoli, a On wybawił ich z utrapienia. Posłał SŁOWO swoje, aby ich uleczyć i wyratować ich od zagłady" (Ps. 107,17-20).
Czytaj więcej... |
|
    Ocena 5 Pokaż oceny | Pokaż komentarze | Wersja przyjazna dla wydruku
|
Maja Ptak
MOJE ŻYCIE Z BOGIEM I Z LUDŹMI Wstęp Był słoneczny, październikowy dzień – pełen radości i planów na najbliższą przyszłość. Wysiadłam z samochodu Rafała w doskonałym nastroju z zamiarem szybkiego przebrania się w sukienkę i zejścia do biura. Nie było mnie przecież prawie całe przedpołudnie, a pilna praca czekała. Wchodząc w pośpiechu po schodach zauważyłam Monikę, która zapłakana podbiegła do Rafała. “Jest w dobrych rękach. Później z nią porozmawiam i dowiem się, dlaczego płakała” – pomyślałam. Nie zdążyłam jeszcze dobrze zapiąć sukienki, gdy ku mojemu wielkiemu zdziwieniu ktoś zapukał do drzwi mojego pokoju. “Hmm, tak się śpieszę, a tu jeszcze goście się schodzą... Któż to może być o tak nietypowej porze, w której wszyscy w ośrodku powinni pracować...” – zastanawiałam się. – Proszę! Ze zdumieniem ujrzałam Rafała, który wsunął się do pokoju z chęcią porozmawiania o czymś bardzo ważnym – jak to określił – a co było w jakiś sposób związane z zachowaniem Moniki, która odebrała telefonicznie wiadomość dla mnie. Z uśmiechem zaprosiłam go, aby usiadł, zupełnie nie przeczuwając, że ten radosny uśmiech wkrótce zniknie z mojej twarzy. Gdy po długich wstępach usłyszałam słowa: “Odszedł ktoś, kogo bardzo kochałaś...”, moje serce zaczęło szybciej bić, a myśli biegały po głowie w nieładzie: “O czym on mówi? Nic nie rozumiem! Dlaczego Monika tak płakała?” – Twoja mama... nie żyje – dotarło wreszcie do mnie jakby przez gęstą mgłę i nastała przerażająca cisza. “Jak to możliwe?! To chyba jakiś niesmaczny żart! Przecież wczoraj otrzymałam od niej śliczną widokówkę z opisem jej wrażeń z sanatorium w Słowacji i podpisem: ››Szczęśliwa mama‹‹. Przecież byłam w trakcie odpowiedzi na jej list, który wysłała tuż przed swoim wyjazdem. Przecież była jeszcze taka młoda, tak pełna życia i radości! Przecież...” – odwróciłam się do okna, patrząc bezwiednie na słoneczny sad. Do oczu napłynęły mi łzy. * * * Odeszła dnia 9 października 1996 roku w otoczeniu przepięknej słowackiej przyrody, pośród lasów i śpiewu ptaków, w naturalnym źródle leczniczej wody, którą z pewnością porównałaby do “źródła wytryskującego ku żywotowi wiecznemu”. Nie było przy niej żadnego człowieka, ale z głębi naszych serc wierzymy, że był przy niej Ktoś, kto pozwolił jej odejść w pełni pokoju i szczęścia. Słowa, o których wspomniała w jednym z rozdziałów, a którymi przemówił do niej Bóg: “Masz mało czasu, na co czekasz?!” znalazły swoje wypełnienie. Otrzymała wówczas ostrzeżenie, aby nie zwlekać z decyzją pójścia za Nim, aby oddać Jemu swoje życie. Posłuchała tego ostrzeżenia, poszła, bez względu na poniżenie, wstyd, nierzadko pogardę ze strony ludzi, którzy wierzą inaczej lub wcale nie wierzą w Boga. Swój pamiętnik pisała w celu podzielenia się z ludźmi swoim przeżyciem z Bogiem, podzielenia się tym, czego nauczyła się poprzez obcowanie ze Zbawicielem. Napisała, że pragnie, aby wszyscy zostali zbawieni, aby poznali Tego, który jedynie jest w stanie zaspokoić najgłębsze potrzeby i pragnienia serca ludzkiego. Tak więc jest to świadectwo adresowane jest również do Ciebie, drogi Czytelniku. Zastanów się, czy pośród wielu swoich codziennych problemów w domu, pracy, walczysz o przyjaźń z Bogiem? Jak bardzo pragniesz Jego obecności w swoim życiu? Bóg czeka na Ciebie teraz. Być może Ty też masz już niewiele czasu? Zawsze pamiętające dzieci: Lidia i Teofil
|
|
    Ocena 5 Pokaż oceny | Pokaż komentarze | Wersja przyjazna dla wydruku
|
“Boże, uczyłeś mnie od młodości mojej, A ja aż dotąd oznajmiam cudowne sprawy Twoje” (Ps. 71,17). Od dawna nosiłam się z zamiarem spisania historii mojego życia – moich krótkich radości i długich dramatów, niewielu dni szczęścia i wielu dni zmartwień, w których dominowała moja bezradność. Czytaj więcej... |
|
Pokaż komentarze | Wersja przyjazna dla wydruku
|
"A gdy Jezus ujrzał go leżącego, i poznał, że już od dłuższego czasu choruje, zapytał go: Chcesz być zdrowy? Odpowiedział mu chory: Panie, nie mam człowieka, który by mnie wrzucił do sadzawki, gdy woda się poruszy; zanim ja zaś sam dojdę, inny przede mną wchodzi. Rzecze mu Jezus: Wstań weź swoje łoże i chodź" (Jn. 5,6-8). Czytaj więcej... |
|
Pokaż komentarze | Wersja przyjazna dla wydruku
|

Na kartach Słowa Bożego możemy spotkać wiele znamiennych snów, które wywarły wielki wpływ na tych, do których zostały przekazane. Jednym z najbardziej tajemniczych jest sen Jakuba, gdy uciekał przed Ezawem do Labana. We śnie tym ujrzał wysoką i lśniącą drabinę. Początek jej tkwił w ziemi, a szczyt sięgał nieba. Po drabinie tej wchodzili i schodzili aniołowie. Na samym szczycie Bóg w swej chwale zapewnił strudzonego wędrówką uciekiniera o tym, że będzie mu towarzyszył i ochraniał go. Jakub tylko częściowo rozumiał ten sen w chwili, gdy go otrzymał, lecz sen ten towarzyszył mu przez całe życie. Coraz lepiej rozumiał go, im bardziej starał się wniknąć w jego tajemniczą treść. Czytaj więcej... |
|
   Ocena 4 Pokaż oceny | Pokaż komentarze | Wersja przyjazna dla wydruku
|
|
|